DWIE DZIEWCZYNKI PLUŁY Z OKNA NA PRZECHODNIÓW. JEDNA DZIEWCZYNKA BYŁA DOBRA, DRUGA ZŁA. ZŁA TRAFIŁA TRZY RAZY, DOBRA OSIEM. D O B R O Z A W S Z E Z W Y C I Ę Ż A Z Ł O

sennik mój własny

wtorek, 28 kwietnia 2009

a prawie - jak wiadomo - robi różnicę...

Ale ja nie o tym. Znów miałam sen, bardzo naturalistyczny - naprawdę nie wiem, skąd mi się to bierze.

Akcja nie przymierzając jak z dobrego filmu detektywistycznego. Jestem u siebie na tym moim 10tym piętrze, gdzie wynajmuję mieszkanie i widzę, jak zbliża się w stronę wieżowca samolot. Huk, drżenie... leci prosto w moje okno, w ostatniej chwili zmienia tor lotu i wzbija się odrobinę wyżej. Uderza w 12te piętro i zmiata je z powierzchni ziemi.

Ale to nie koniec "atrakcji". Pojawia się kolejny samolot - znów leci prosto w moje okno... zbliża się... i uderza w szybę, wlatuje do pomieszczenia - nie jest wielki (może rozmiarów średniej wielkości walizki). Wciąż leci w moim kierunki...

Później obraz mi się zamazuje i pamiętam końcówkę snu. Mianowicie to był pocisk samonaprowadzający, mający na celu unicestwienie mojej osoby. Nie udało się, jakaś siła czuwająca nade mną zdetonowała go. Pamiętam widok rozbebeszonego pocisku w kształcie samolotu.

I what's mean że niby?????

wtorek, 21 kwietnia 2009

Dosyć nietypowy sen z serii science fiction normalnie.

Miejsce: dom dziadków (wiem, nad wyraz często pojawia się w moich snach).

Osoby: brak konkretnych skojarzeń, jakaś rodzina, niby moja, ale jakoś inaczej wyglądają, może moja rodzina z innego życia (ciężko powiedzieć).

Co się dzieje: jakieś dziwne poruszenie, coś dzieje się na świecie, gdzieś powódź, gdzieś pożar, jacyś ludzie się ewakuują, jeździ straż po żarna (widzę to w oddali przez okno w domu), gdzieniegdzie przeleci jakiś helikopter patrolujący.

Nagle widzę, że wóz straży pożarnej, który jechał w kierunku innej miejscowości położonej na wschód od domu dziadków, wraca z zawrotną prędkością. Nie wiem, co się dzieje, jadą też cztery wozy wojskowe z żołnierzami - równie szybko. Nigdy tak się nie działo, zatem jesteśmy dosyć zaintrygowani. Nie dodałam, że jest już ciemno, zatem wnioskować mogę, że jest noc. Stoimy tak w oknie - patrzymy na to, co się dzieje i... Ja trzymam na ręku dziecko (chyba moje - tak, chyba tak). Wozy przejechały, znów jest względny spokój, zaczynamy się rozchodzić, kiedy nagle... Na niebie pojawiają się śmigłowce oświetlające przestrzeń pod nimi. Czuję niepokój, czuję, że wydarzy się coś niesłychanie poważnego lecz nie potrafię nazwać swoich przeczuć. Niewiele widać, bowiem jest strasznie ciemno. Śmigłowce zbliżają się do nas... a wraz z nimi coś jakby nie z tej ziemi. Coś na kształt fali uderzeniowej, błysku, który orze ziemię i zmierza w naszym kierunku. A to co napotka na drodze niszczy - drzewa, domy, zwierzęta, auta, ludzi. Nie ma dla nas ratunku - fala zbliża się za szybko, by gdziekolwiek uciec, poza tym nie ma to sensu, bo i tak dopadnie wszystko, co napotka na drodze. I wtedy dzieje się rzecz nieprawdopodobna - fala przenika nasz dom, wnika w nas, przepływa przez każdego z nas i nic się nie dzieje. Nadal żyjemy, choć cierpimy na boleści związane z tym przeniknięciem.

Kolejny obraz: poranek, jesteśmy na ogródku i próbujemy złapać jakieś fale radiowe, by dowiedzieć się, co się wydarzyło i co dalej.

Okazało się, że był to jakiś atak obcych, ale został już zażegnany (atak był wywołany prowokacją ze strony NASA).


Jezaaa, ja nie wiem doprawdy skąd mi się biorą te sny - nadmienię, że nie czytam ani nie oglądam nic z dziedziny UFO i zjawisk tego typu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Wejdź i sprawdź to