DWIE DZIEWCZYNKI PLUŁY Z OKNA NA PRZECHODNIÓW. JEDNA DZIEWCZYNKA BYŁA DOBRA, DRUGA ZŁA. ZŁA TRAFIŁA TRZY RAZY, DOBRA OSIEM. D O B R O Z A W S Z E Z W Y C I Ę Ż A Z Ł O

FIRMA X

poniedziałek, 30 października 2006

Opowiem wam coś, ubawicie się, wa... mać!, po pachy!!!

W kwietniu tego roku FIRMA X, starała się o to, bym zasiliła szeregi ich (oooch, jakże wysokiej klasy) specjalistów... Czarowano mnie, wabiono, wodzono na pokuszenie tak umiejętnie, że zdecydowałam się podjąć z nimi współpracę - "dlaczego nie" - myślałam sobie wtedy naiwnie - "kolejne doświadczenie na moim koncie" - tym lepiej, tym ciekawiej - "nabędę nowych kompetencji"... Nowa FIRMA, nowi ludzie, nowe zadania, kolejne wyzwanie - szczerze, brakowało mi tego u obecnego na tamten czas pracodawcy, który oczekiwał wiele, sam niewiele dając. Dodatkowo był niereformowalny i nijak nie można było namówić go na zmiany, celem oczywiście osiągnięcia większej skuteczności w działaniu... Pominę już fakt namiętnie uprawianego przez Pana Prezesa molestowania seksualnego... Anyway, temat rzeka... a nie o tym było...


FIRMA X - skupmy się na niej...


FIRMA X: Pani Ona, jeśli Pani zdecyduje się podjąć z nami współpracę, gwarantujemy pracę w miłej i przyjaznej atmosferze... zapewniamy rozwój zawodowy (kursy, szkolenia, pomoc bardziej doświadczonych członków zespołu)... tak... oczywiście droga Pani, jak najbardziej istnieje możliwość awansu (tak finansowego jak i stanowiskowego)... oczywiście droga Pani, zapewniamy pracownikom opiekę socjalną...

ONA: A jak wygląda to w przełożeniu na moją osobę? Co konkretnie jesteście Państwo w stanie mi zaproponować? [rozmowa dotyczyła kasy, dodam]

FIRMA X: Po 3 miesiącach podwyższymy Pani wynagrodzenie do 2500 zł brutto, po kolejnych 3 do 5 miesięcy osiągnie Pani pułap 3000 zł brutto. Takie mamy siatki wynagrodzeń.

ONA: Czyli gwarantujecie Państwo, iż po 6 miesiącach pracy moje dochody wynosić będą 3000 zł brutto?

FIRMA X: Zdecydowanie tak.

ONA: A dlaczego nie wcześniej?

FIRMA X: Takie mamy procedury.

ONA: Dobrze. Rozumiem, że jest to obligatoryjne i mam na to Pani słowo, tak? [Ona rozmawiała z Panią Dyrektor ds. Personalnych FIRMY X]

FIRMA X: Oczywiście...


Ona podjęła ryzyko. W sumie i tak nie miała nic do stracenia a zyskać mogła wiele...


Taaaak...


Jakież było zdziwienie, kiedy okazało się, że Pani Dyrektor anulowała wcześniejsze ustalenia... Zero podwyżki po 3 miesiącach, jeszcze większe zero po kolejnych trzech... Szkolenie??? O taaak, z Exela, w którym to szkoleniu właściwie każdy pracownik musiał uczestniczyć (a propos nie wiem, po kiego grzyba było mi owo, jeśli Exela to ja akurat bardzo, bardzo...). Ale cóż, skoro obowiązkowe, trzeba się poświęcić i pójść (jak to dobrze, że choć poziom mogłam sobie wybrać, dla tych no... jak im było... zaawansowanych). Ale, ale! Nic za darmo: Ona zmuszona została, w trakcie szkolenia rzecz jasna, podpisać umowę lojalnościową... A tak to! Na wypadek, gdyby jej się przypadkiem odmieniło i spróbowała odejść z FIRMY X, przed upływem czasu "amortyzacji"... Wtedy będzie musiała zapłacić za szkolonko... hehe, interesujący sposób uwiązania do siebie pracownika, nie ma co! Jeśli idzie o wywiązanie się FIRMY X z innych złożonych mi obietnic to... szkoda gadać - zero! Jedno wielkie, okrągłe toczące się ZERO (opieka medyczna? "pfff, Młoda, zapomnij", dofinansowanie do języka obcego?? "Młoda, chyba jaja sobie robisz, pracuję tu 5 lat i jeszcze czegoś takiego u nas nie było", itd... itp...).


Ale nic to... Ona nie zrażała się przeciwnościami... Szukała pozytywów i cieszyła się tym, że w końcu ma co robić i, co ważniejsze, widać efekty jej pracy. Oczywiście przez 3 pierwsze miesiące pracy bujała się z bałaganem, jaki pozostawiła po sobie jej poprzedniczka. Uff, orka na ugorze, ale jakoś poszło naprawiłam wszystkie zawalone przez tamtą tematy.


ONA: chętna do pracy, kreatywna, nie załamująca rąk w geście bezradności w sytuacjach kryzysowych - przeciwnie, szukająca innych lepszych rozwiązań i, co ważniejsze, znajdująca takowe... Sympatyczna... koleżeńska... pomocna... Wreszcie atmosfera pracy zrobiła się przyjazna - wg opinii współpracowników... no, czysta rozkosz...


Pani Dyrektor, obserwująca bacznie Jej poczynania, zacierając ręce z radości, co i raz to dorzucała Jej nowe obowiązki... więcej i więcej (coś mi się widzi, że myślała, iż jestem kolejnym cyborgiem, hehe - Ona zaśmiała się gorzko, bo nic innego jej nie pozostało). Nowe, inne, coraz bardziej skomplikowane zadania a Ona z każdego wywiązywała się w terminie i prawidłowo... Pani Dyrektor nie ukrywała swego zachwytu. Przeciwnie, głośno, wyraźnie i na forum całego zespołu, opowiadała, jakie to ma plany wobec Onej... Wszyscy widzieli ów zachwyt i w sumie nic wielkiego się nie działo (heh, dla nich to lepiej, przynajmniej to nie oni będą musieli bujać się z kuuupą roboty).


Do czasu....


Kiedy Ona wróciła do pracy po zasłużonym, tygodniowym odpoczynku na Mazurach (notabene wypchnięta siłą na ów), okazało się, że... coś się zmieniło... Tylko co? Hm, Ona wciąż przecież była tak samo wydajna jak dotychczas... z nowym zapałem zabrała się do pracy, ale... Pani Dyrektor, jakby tak trochę "przestała ją kochać"... zaczęło się czepianie... punktowanie za wszystko (a skoro nie było poważnych uchybień to za zagięty róg na nadesłanym dokumencie, kolor długopisu...) "och, och..." - myślała sobie Ona - "co się do licha ciężkiego dzieje??"

Niedługo potem zostałam wezwana do gabinetu Pani Dyrektor...

WYPOWIEDZENIE...

Dlaczego?

UZASADNIENIA LOGICZNEGO BRAK...


Niestety...

Ona miała w FIRMIE X życzliwą sobie bardzo duszyczkę, która z obawy o swój stołeczek (a mogła czuć się zagrożona - osoba, której brakowało kompetencji...ale nie tak tyci tycieńko... nie, nie...). Zatem ta osoba - PODPIERDALACZ WA...MAĆ!!! - wymyśliła sto tysięcy historyjek wyssanych z palca, by tylko pozbyć się zagrożenia... Na wielkie nieszczęście Onej Pani Dyrektor - nie do końca profesjonalistka - łasa była na wszelkie przejawy wdupowłażącego donosicielstwa...

A propos... zastanówcie się, dlaczego mój osobisty podpierdalacz, przepraszam: życzliwa koleżanka... zaszła tak wysoko, że przy braku kwalifikacji piastowała funkcję stardzego specjalisty w FIRMIE X.


Ona: Pani Dyrektor, czy może mi Pani uzasadnić wypowiedzenie?

Pani Dyrektor: Zbyt dużo błędów popełniasz...

Ona: Co to znaczy zbyt dużo? Konkretnie jakie?

Pani Dyrektor: Jest ich cała masa.

[Przypomnę tylko, że wcześniej była zachwycona moją pracą, konsekwencją, starannością i skutecznością]

Ona: To niewiele a właściwie nic nie wyjaśnia.

Pani Dyrektor (nie patrząc ani razu na Oną): Nie licytuj się... jest ich zbyt wiele, żeby o nich teraz rozmawiać, nie mamy na to czasu.


Acha! Dobre sobie!!!


Tak oto, Ona dostała wypowiedzenie z natychmiastowym zwolnieniem z obowiązku świadczenia pracy - to pewnie na wypadek, abym nie dowiedziała się prawdy, wa...mać!!!


PS.

Na Onej szczęście, potrafiła wynegocjować sobie porozumienie stron na świadectwie pracy - co nie było trudne zważywszy na okoliczności...


KURWA JASNA MNIE BIERZE W SWE RAMIONA, KIEDY POMYŚLE O MOIM PODPIERDALACZU!

A żeby ona orgazmu w życiu więcej nie zaznała!

Żeby zbrzydła i żeby kulała, bladź!

13:12, wredna_zmija , FIRMA X
Link Dodaj komentarz »
Wejdź i sprawdź to