DWIE DZIEWCZYNKI PLUŁY Z OKNA NA PRZECHODNIÓW. JEDNA DZIEWCZYNKA BYŁA DOBRA, DRUGA ZŁA. ZŁA TRAFIŁA TRZY RAZY, DOBRA OSIEM. D O B R O Z A W S Z E Z W Y C I Ę Ż A Z Ł O
Blog > Komentarze do wpisu

REKONWALESCENCJA

Długo mnie nie było. Nie wiem, czy ktoś tęsknił za moimi wpisami, czy wręcz przeciwnie. Mniejsza...


W piątek wyszłam ze szpitala. Dotknęła mnie operacja - tak, tak... nie zabieg, a poważna dość operacja.


Sporo się wydarzyło w ciągu ostatniego czasu.


Ale od początku: na operację zdecydowałam się sama, na wypadek, gdybym kiedyś zapragnęła jednak posiadać potomka. W poniedziałek przyjęli mnie do szpitala i świat mi się zawalił z lekka. Dlaczego? Proste: Pan Ordynator po przejrzeniu stanu mego podwozia określił, co następuje: jajnik z torbielą do kasacji, drugi też raczej, choć zmian wcale nie widać. Świat runął był pod moimi nogami... Bunt, wkurw, lamenty, otępienie... Bo jak to tak? Miała być ledwie kosmetyka, znaczy się że w sensie usuniecie torbieli, a tu takich newsów się dowiaduję. Przybiło mnie bardzo...

W dniu operacji opowiedziałam to mojemu ginekologowi, który miał mnie ciachać... też się zdenerwował i zapewnił, że do niczego takiego nie dojdzie.

Cewnik - masakracja, odradzam, nie polecam...

Na bloku operacyjnym dostałam ataku paniki - wymioty itp, ale logicznie jeszcze na stole operacyjnym tłumaczyłam wszystkim, że mam świadomość tego, iż mam atak paniki... Później narkoza (mocno im się wychłodziłam). Mój lekarz jest cudowny... na dobry sen śpiewał mi "Córko rybaka" (jako żem dziołcha z Mazur). Tak. Śpiewał naprawdę, potwierdził to dziś przy okazji zdejmowania szwów.

W trakcie operacji wybudziłam się. Potworne uczucie. Ból nie do zniesienia, bo właśnie kroją cię w środku, a ty nic nie możesz z tym zrobić. Rura trachetoomiczna nie pozwala mówić, leki zwiotczające nie pozwalają na żaden ruch... A ty chcesz krzyczeć, dać jakiś znak, by podali ci coś na sen... DUPA. Zemdlałam po jakiejś minucie. Jedyne co usłyszałm to: "Panie doktorze, za duże to to... musimy dalej ciąć".

Wreszcie się wybudziłam. Już na stole operacyjnym zaczełam dopytywać, jak poszło...

Blok pooperacyjny. Mega ból. Dostałam trzy porcje po 100 ml ketonalu (gówno zadziałał). Mdłości znów mnie dopadły. Wyjęczałam środek wstrzymujący wymioty. Byłam bardzo wdzięczna swoją drogą tej miłej pani doktor, która mnie nim uraczyła.

Sala. Powrót na łóżko. Nie przenieśli. Kazali mi się samej przekulać. Ból jak kurwa mać. Mądra pani pelęgniarka położyła mi (osobie leżącej na wznak i nie mogącej się ruszać) nerkę obok ucha... "Tu sobie zwymiotuj malutka". Noż kurwa jasna! Ciekawe jak? By się zarzygać? By utopić się we własnych wymiocinach? Durna. Na szczęście lek wstrzymujący mdłości zadziałał. Za to ketonal nie. Dostałam plaster plus kroplówkę przeciwbólową (silne narkotyki). Niewiele pomogły. Dostałam drugą taką samą porcję - plaster i kroplówka. Wreszcie. Ból ucichł. Ja nie odpłynęłam. Choć na oddziale obstawiali, kiedy odlecę. Takie duże dawki narkotyku dostałam.

Już tego samego dnia wieczorem, z powodu dyskomfortu, jaki czułam, zażądałam, aby wyjęto mi cewnik (to takie... ech... upokarzające po trosze). Następniego dnia już trochę chodziłam. W piątek wyszłam.

Wciąż mnie boli. Ale dziś zdejmowałam szwy. Goi się jak na psie nie przymierzając.



Ufff....



L4 do końca maja.



Aaaaa.... po tym jak mi założono wenflon zaliczyłam mega bolesnego orła głową o ścianę podczas omdleniowego upadku. Film mi się kurna urwał.



Wnioski:

Będę mogła mieć dziecko.

Mój kochaniutki opiekuje się mną dobrze.

Mam wspaniałego ginekologa.

Medycznie potwierdzono wreszcie, że mam bardzo niską odporność na ból za to cholernie wysoką odporność na działanie środków przeciwbólowych.





eeeech.... życie karwa



poniedziałek, 19 maja 2008, wredna_zmija
make money
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/05/19 23:04:56
Raaaaaaaaaaaaaaaaany.... No szczerze współczuję. Naprawdę. Aż mnie coś zabolało przy czytaniu. Nie wyobrażam sobie wybudzenia w środku operacji :(
Dobrze, że kochaniutki jest z Tobą.
Pozdrawiam (i tęskniłam)
-
2008/05/21 22:57:54
Cieszę się, że znów jesteś. Brakowało mi ciebie :). A co do stanu pooperacyjnego, to wiem o czym mówisz i co czujesz, bo przechodziłam coś podobnego. Głowa do góry! Mija mniej więcej po 2 tygodniach, a po 2 miechach będziesz mogła znów śmigać brzuszki :)) Pozdrowionka
-
2008/05/24 14:39:25
Ale miło... naprawdę... że ktoś zagląda, czyta, pamięta... oj, dużo się działo, dzieje i jeszcze wiele przemian przede mną (jak lawina, szlag). nooo.. i kiedy mam znojść tajma na nadrobienie zaległości czytelniczych u Was? ech, ech... powolutku :)
-
2008/06/30 11:27:25
Jestem :)

Ale Ci się porobiło, ufff... Dobrze, że się kochaniutki Tobą zajmuje (podejrzewam, że jakby się nie zajmował, przestałby być kochaniutkim, nie?) To kiedy zostanę wirtualną ciocią? ;)
Pozdrawiam cieplutko - i zmywam się na czas jakiś, wizytować czarny ląd daleki... Wątpliwe, żeby na lotnisku nawet mieli tam internet, więc nie wiem, kiedy się odezwę - o ile mnie krokodyle nie zeżrą. Albo lwy jakieś zbłąkane. Amen.

zouza

PS. mam nadzieję, że jak wrócę to już będzie wiadomo dokładnie co do dnia, kiedy zostanę ciocią :P
-
2008/06/30 12:51:40
mogło tak być... na przełomie luty/ marzec 09, ale.... :(


siem zesrało
Wejdź i sprawdź to